news menu leftnews menu right

Czasopisma


Powołania



Rekolekcje

i misje krajowe


Seminarium


Duszpasterstwo

Przedsiębiorców i Pracodawców


Profeto


Grzechy przeciwko Kościołowi PDF Drukuj Email
Niedziela, 14 lutego 2010 15:57

 


W sakramencie pokuty dokonuje się pojednanie nie tylko z Bogiem, ale również z Kościołem. Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina o tym wiele razy 1 Chociaż każdy mój grzech rani i osłabia Kościół (por. 1 Kor 11,26), teraz jednak skupmy naszą uwagę na tych naszych działaniach i nawykach, które skierowane są bezpośrednio przeciwko Kościołowi.

Nawyk bezkrytycznego potępiania Kościoła

W materiale opublikowanym w ostatnią Wigilię przez portal Onet.pl, na temat bestialskich pomysłów, którymi hitlerowcy „umilali” wieczory wigilijne więźniom obozu Auschwitz, znalazł się m.in. następujący fragment: „Po apelu i kolacji dla SSmanów, odbył się ponowny apel. Mimo srogiego mrozu więźniowie musieli wysłuchać wygłoszonego w języku niemieckim orędzia papieża Piusa XII. Zamarzły 42 osoby. Wielu więźniów załamało się psychicznie”.

Na informację tę czytelnicy zareagowali lawiną potępień pod adresem Piusa XII, tak jakby on naprawdę pisał prohitlerowskie orędzia i aprobował niemieckie zbrodnie 2 Wśród czytelniczych komentarzy nie zabrakło generalnych oskarżeń Kościoła niemal o wszelkie zło, które zdarzyło się w ludzkich dziejach; rzecz jasna, przypomniano mityczne dziesięć milionów ofiar inkwizycji i nie wiadomo co jeszcze. Słowem, bezkrytycyzm sięgający szczytów absurdu. Żadnego poczucia, że może wypadałoby coś sprawdzić, coś przemyśleć.

Są ludzie – wśród nich również, niestety, katolicy – którzy na każdą negatywną informację na temat Kościoła (prawdziwą czy nieprawdziwą, obiektywną czy tendencyjną) reagują złoszczeniem się na Kościół, a niekiedy nawet potępianiem go w czambuł. Wystarczy, że usłyszą cokolwiek złego na temat jakiegoś księdza czy biskupa, jakiegoś kazania lub kościelnego zarządzenia, natychmiast cały Kościół im się nie podoba. Nawet jeżeli informacja wyssana jest z palca, a oskarżany ksiądz, biskup czy papież jest Bogu ducha winien.

W ogóle nieustannie kogoś oskarżamy, potępiamy, podejrzewamy – nie tylko księży, również nauczycieli, lekarzy i generalnie wszystkich – mało zastanawiając się nad tym, czy jest to zgodne z prawdą i sprawiedliwe. Zasadę audiatur et altera pars (należy wysłuchać drugiej strony) uznajemy zazwyczaj tylko w teorii, bo w praktyce próba zrozumienia cudzego punktu widzenia prawie wcale nas nie interesuje. W odniesieniu do księży przypomina mi się zwierzenie św. Augustyna, że kiedy był jeszcze człowiekiem świeckim i w ogóle nie myślał o powołaniu kapłańskim, łatwo krytykował księży. „Zanim sam doświadczyłem tych trudnych obowiązków, wyobrażałem sobie, że jestem bardziej niż oni uczony i pobożny. Dopiero kiedy rzucono mnie w środek morza, wtedy zacząłem rozumieć lekkomyślność tamtych moich zarzutów” (List 21,2).

Rzecz jasna, nie jest tak, że Kościół czy księża nie podlegają krytyce. Jeśli trzeba, niech to będzie nawet krytyka ostra i bezlitosna. Niech to jednak będzie krytyka, która zasługuje na swoją nazwę, a nie niesprawiedliwe potępianie. Otóż dwa warunki powinna spełniać krytyka, ażeby można było uznać ją za autentyczną i pożyteczną. Jeśli prawda tego wymaga, może i powinna to być krytyka nawet bardzo surowa, ale właśnie zgodna z prawdą. I warunek drugi: krytyka autentyczna chce przede wszystkim przyczynić się do ukrócenia zła, przeciwko któremu występuje.

Jałowe piętnowanie zła u innych jest zazwyczaj nieświadomą próbą ukrywania zła własnego. Spotkać się można niekiedy z poglądem – i być może taka właśnie jest prawda – że dzisiaj jesteśmy tacy skorzy do potępiania zła u innych, bo sami uważamy się za bezgrzesznych, chociaż w rzeczywistości często można nam zarzucić znacznie więcej niż tym, których potępiamy.

Jan Paweł II już na początku swojego pontyfikatu podpowiadał nam, katolikom, żebyśmy byli „bardziej krytyczni wobec różnych nieopatrznych krytyk” (encyklika Redemptor hominis, 11).

Nie od rzeczy będzie również przypomnieć, że ludziom świętym udaje się nieraz naprawiać Kościół poprzez stanięcie ponad wszelką krytyką, jak to ktoś napisał o świętym Franciszku z Asyżu: „W epoce, w której wielu głośno oskarżało Kościół instytucjonalny o bogactwo i korupcję, Franciszek wymazał ze swego życia wszelką naganę, wykluczył jakiekolwiek »przeciwko«. Nie był polemiczny wobec Kościoła hierarchicznego, lecz także nie chciał polemizować z tymi, którzy z Kościołem polemizowali, z heretykami. Był najlepszym przykładem tego, co Yves Congar określił jako »prawdziwą reformę« w Kościele: reformę nie na drodze krytyki, ale świętości”.

Dawanie złego świadectwa Kościołowi

Wśród siedmiu tradycyjnie wskazywanych okoliczności, które zwiększają lub zmniejszają moralną wartość naszych dobrych i złych czynów, wymieniana jest okoliczność osoby. Na przykład inną wartość moralną ma materialnie taka sama jałmużna udzielona przez człowieka bogatego i przez kogoś, kto sam ledwie wiąże koniec z końcem. Z kolei, kiedy kradzieży dopuszcza się strażnik, który miał pilnować tego, co ukradł, jego czyn jest bardziej niegodziwy niż kradzież zwyczajna. Podobnie większa jest niegodziwość złego czynu, kiedy dopuszcza się go osoba zaufania publicznego – ksiądz, sędzia, nauczyciel czy policjant.

Toteż prawdziwym skarbem Kościoła są księża, jak to się mówi, z powołania, a zarazem wiele szkody mogą wyrządzić Kościołowi źli księża – nie tylko niedochowujący celibatu czy łapczywi na pieniądze, ale również księża oziębli w wierze. Wydaje się, że co do tego w zasadzie wszyscy jesteśmy zgodni.

Natomiast zdecydowanie zbyt mało jesteśmy świadomi tego, jak fatalnie mogą wpłynąć na obraz Kościoła i stosunek do wiary u innych ludzi również zwyczajni wierni. Skarżył się na to już starochrześcijański autor z pierwszej połowy II wieku. Niestety – mówił – również do nas odnoszą się upomnienia proroków Izajasza i Ezechiela oraz apostoła Pawła, że „z waszej to przyczyny poganie bluźnią imieniu Boga” (Iz 52,5; Ez 36,20; Rz 2,24).

„Przez co jest znieważane? – warto wsłuchać się w tę wypowiedź mającą już niemal 1900 lat. – Przez to, że nie czynicie tego, czego chcę od was. Poganie, słysząc z ust naszych słowa Boże, podziwiają ich piękno i wspaniałość. Później przekonują się jednak, że nasze czyny nie odpowiadają temu, co głosimy, i dlatego też zaczynają bluźnić, wołając, że wszystko to tylko baśnie i oszustwa. Kiedy bowiem słyszą od nas, że Bóg mówi: Nie ma dla was wdzięczności, jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, lecz wdzięczność znajdziecie, jeśli miłujecie nieprzyjaciół i tych, którzy was nienawidzą (Łk 6,32.35); kiedy to słyszą, są pełni podziwu dla tej nadzwyczajnej dobroci. Gdy zaś zobaczą, że nie kochamy nie tylko tych, którzy nas nienawidzą, lecz i tych nawet, którzy kochają, wtedy wyśmiewają się z nas i znieważają Imię Boże” (PseudoKlemens, Drugi List do Koryntian, 13).

O takich „pobożnych” sam Pan Jezus mówił z gniewem: „Sami nie wchodzicie do Królestwa i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą” (Mt 23,13). To może być nawet rodzony ojciec lub matka, których fałszywa pobożność skutecznie zraża dzieci do wiary i do Kościoła. Odpędzają ludzi od Kościoła również ci wszyscy, którzy posługują się wiarą dla jakichś korzyści doczesnych. A także ci, którzy potrafią godzić pobożność z niewrażliwością na ludzką biedę, z krzywdzeniem słabszych od siebie, z lekceważeniem bliźnich czy pyszałkowatością.

Ci wszyscy – jeśli dotknie ich łaska nawrócenia – powinni, podobnie jak nawracający się z bylejakości księża, nie tylko z Panem Bogiem się pojednać, ale również z Kościołem. Pojednanie z Kościołem obejmuje wówczas trzy następujące wymiary: zaprzestać zachowań, które zadają Kościołowi krzywdę; naprawiać wszystko, co się jeszcze da naprawić; zacząć wreszcie dawać Kościołowi swoim postępowaniem dobre świadectwo.

Lekceważenie dla nauki Kościoła

Na temat trzeciego rodzaju naszych katolickich grzechów przeciwko Kościołowi spróbuję napisać kiedyś osobno. Tutaj tylko wstępnie zwróćmy uwagę na to zjawisko, że potrafimy jednocześnie uważać się za katolików i nie przejmować się zbytnio nauką Kościoła, jeżeli ona w czymś nam się nie podoba.

Są katolicy, którzy wiedząc o jednoznacznej nauce Kościoła na temat prawa każdego człowieka do życia, od poczęcia aż do naturalnej śmierci, czują się uprawnieni do orzekania, że w niektórych sytuacjach aborcja albo eutanazja są wyborem moralnie dopuszczalnym.

Zdarza się nawet, że rodzice otwarcie uczą swoje dzieci moralnego relatywizmu. Jest taka moda, żeby w rozmowach z dzieckiem na temat nierozerwalności małżeństwa, czy różnych konkretnych problemów objętych przykazaniami Nie zabijajNie cudzołóż, przedstawiać różne poglądy i stanowiska jako rzekomo równoprawne. Mówimy dziecku: „Jedni na ten temat uważają tak, inni uważają tak – ty, kiedy dorośniesz, sam sobie wybierzesz, do jakiego stanowiska się przyłączysz”. I jeszcze takim rodzicom się wydaje, że są wzorcowo obiektywni i szanują osobowość dziecka.

Dzisiaj wielu ludzi prowadzących działalność gospodarczą ogarnęła fałszywa wiara, jakoby ekonomia miała swoje własne prawa i zasady moralne w niej nie obowiązywały. Niekiedy jesteśmy aż tak przewrotni, że usiłujemy Boga czynić sojusznikiem naszych niegodziwości. Ktoś rozbił bliźniemu rodzinę, wziął cudzą żonę albo cudzego męża i mówi sobie, że Pan Bóg, który jest miłością, nie może być przeciwnikiem jego miłości. Udaje nam się nawet takimi poglądami zarażać nieraz innych.

W obliczu powyższych uwag mentalność współczesna zazwyczaj się buntuje: Przynależność do Kościoła nie może nas przecież pozbawiać prawa do własnych poszukiwań i do własnych poglądów! A z jakiej racji biskupi, czy choćby nawet sam papież mieliby dyrygować naszymi sumieniami? Zresztą nasze czasy przyniosły wiele nowych problemów moralnych i sięganie po stare wzory nie musi być najszczęśliwszym sposobem ich rozwiązywania!

Tutaj nie unikniemy pytania, czym jest Kościół. Nie chodzi o pytanie, co my sądzimy na temat Kościoła, ale czym jest Kościół realnie, naprawdę. Bo jeżeli Kościół jest bardzo czcigodną, ale tylko ludzką skarbnicą wielowiekowego doświadczenia moralnego i religijnego – byłoby czymś nierozsądnym z jego mądrości nie korzystać, ale też nie byłoby powodu, żeby jego nauki trzymać się zawsze, a już zwłaszcza wówczas, kiedy budzi ona w nas zastrzeżenia.

Jednak być katolikiem to znaczy wierzyć, że sam Syn Boży, który z miłości do ludzi stał się jednym z nas i dokonał odkupienia całej ludzkości, Kościołem nas obdarzył. Kościół to coś zdecydowanie więcej niż bardzo czcigodna ludzka instytucja. Kościół jest darem Bożym, jest miejscem szczególnej obecności Chrystusa Pana wśród nas (por. Mt 28,20). Sam Duch Święty czuwa nad tym, żeby Kościół uczył nas objawionej przez Chrystusa mądrości Bożej (por. J 14,26; Łk 10,16).

To nie jest tylko tak, że my, katolicy, w to wszystko na temat Kościoła wierzymy. Kościół naprawdę jest darem Bożym dla ludzi, naprawdę sam Duch Święty nad nim czuwa. A skoro tak, to łatwo zrozumiemy Orygenesa, wielkiego teologa z pierwszej połowy III wieku, który prosił swoich słuchaczy, ażeby zdecydowanie odrzucili jego poglądy, gdyby kiedykolwiek zdarzyło mu się nauczać wbrew nauce Kościoła. Gdyby tak kiedyś się stało, wówczas do niego, gdyby stał się nauczycielem fałszu, odnoszą się znane słowa Pana Jezusa: „Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją” (Mk 9,43):

„Chodzi tu o mnie. Jeśli ja, który zdaję się być dla ciebie prawą ręką, nazywam się prezbiterem, i jak się wydaje, głoszę słowo Boże, uczynię cokolwiek przeciw nauce Kościoła i przeciw zasadom Ewangelii, tak iż tobie, Kościołowi, dam powód zgorszenia, niechaj Kościół jednomyślną decyzją odetnie mnie, swoją prawicę, i odrzuci precz od siebie. Lepiej jest bowiem dla ciebie – tzn. dla Kościoła – abyś beze mnie, ręki swojej, która źle postępując, przyniosła ci zgorszenie, wszedł do królestwa niebieskiego, niż żebyś ze mną poszedł do piekła” (Wykład Księgi Jozuego, hom. 7,6).

Jacek Salij OP (Za: W drodze)

 

news menu leftnews menu right

Polska Prowincja Księży Najświętszego Serca Jezusowego